Bez kategorii

Zdjęcia, które kłamią, i zdjęcia, które sprzedają

2026-10-10 · Arek Smykowski · 4 min czytania

Przez wiele lat pracowałem z obrazem, zanim zająłem się nieruchomościami. I jedna rzecz mnie ciągle zaskakuje: jak wiele mieszkań przegrywa na portalach nie dlatego, że są złe, tylko dlatego, że są źle pokazane.

Zacznijmy od tego, czego nie robić.

Szerokokątny obiektyw, który robi z siedmiometrowej kuchni salę balową. Kupujący przyjdzie, zobaczy prawdę i poczuje się oszukany. A człowiek, który czuje się oszukany w pierwszej minucie, nie wierzy już w nic, co usłyszy przez kolejne trzydzieści.

Zdjęcie robione w nocy przy świetle jarzeniówki. Wszystko wychodzi zielono-szare, a kupujący, nawet jeśli tego nie nazwie, czuje chłód.

Zdjęcie łazienki z otwartą klapą, zdjęcie sypialni z niepościelonym łóżkiem, zdjęcie salonu z telewizorem włączonym na wiadomości. To nie są szczegóły. To są komunikaty: „nie zależy mi”.

A co działa?

Światło dzienne. Jedna zasada, która załatwia połowę problemów. Zdjęcia robione około południa, w pogodny dzień, z odsłoniętymi oknami. Mieszkanie od strony północnej fotografujemy w dzień, kiedy niebo jest jasne, ale nie ma ostrego słońca.

Porządek, ale nie sterylność. Kupujący chce zobaczyć mieszkanie, w którym ktoś żyje, tylko trochę lepiej niż w rzeczywistości. Kubek na stole może zostać. Sterta poczty nie.

Jedna rzecz na zdjęcie. Fotografia salonu powinna opowiadać o salonie. Jeśli w kadrze jest jednocześnie kanapa, fragment kuchni, drzwi do łazienki i kawałek balkonu, oko nie wie, na co patrzeć. Lepiej zrobić trzy spokojne zdjęcia niż jedno, które chce pokazać wszystko.

I ostatnia rzecz: kolejność. Pierwsze zdjęcie w ogłoszeniu to jedyne, które zobaczy dziewięćdziesiąt procent oglądających. Powinno być najlepsze, a nie „elewacja budynku, bo tak się zaczyna”.

Przez wiele lat pracowałem z obrazem, zanim zająłem się nieruchomościami. I jedna rzecz mnie ciągle zaskakuje: jak wiele mieszkań przegrywa na portalach nie dlatego, że są złe, tylko dlatego, że są źle pokazane.

Zacznijmy od tego, czego nie robić.

Szerokokątny obiektyw, który robi z siedmiometrowej kuchni salę balową. Kupujący przyjdzie, zobaczy prawdę i poczuje się oszukany. A człowiek, który czuje się oszukany w pierwszej minucie, nie wierzy już w nic, co usłyszy przez kolejne trzydzieści.

Zdjęcie robione w nocy przy świetle jarzeniówki. Wszystko wychodzi zielono-szare, a kupujący, nawet jeśli tego nie nazwie, czuje chłód.

Zdjęcie łazienki z otwartą klapą, zdjęcie sypialni z niepościelonym łóżkiem, zdjęcie salonu z telewizorem włączonym na wiadomości. To nie są szczegóły. To są komunikaty: „nie zależy mi”.

A co działa?

Światło dzienne. Jedna zasada, która załatwia połowę problemów. Zdjęcia robione około południa, w pogodny dzień, z odsłoniętymi oknami. Mieszkanie od strony północnej fotografujemy w dzień, kiedy niebo jest jasne, ale nie ma ostrego słońca.

Porządek, ale nie sterylność. Kupujący chce zobaczyć mieszkanie, w którym ktoś żyje, tylko trochę lepiej niż w rzeczywistości. Kubek na stole może zostać. Sterta poczty nie.

Jedna rzecz na zdjęcie. Fotografia salonu powinna opowiadać o salonie. Jeśli w kadrze jest jednocześnie kanapa, fragment kuchni, drzwi do łazienki i kawałek balkonu, oko nie wie, na co patrzeć. Lepiej zrobić trzy spokojne zdjęcia niż jedno, które chce pokazać wszystko.

I ostatnia rzecz: kolejność zdjęć. Jedna z najważniejszych rzeczy.

Ale… Same zdjęcia nie sprzedają…

Arek Smykowski
arek@wlasnachatka.pl

+48690360569

Czytaj dalej

Powiązane wpisy

Zadzwoń Sprzedaj